τέχνη

„Digital dreams crossing over the sea, welcome to the deadlock of reality” - Skaven.

0%

Pewne sprawy są nie do powtórzenia: obłęd jaki wabi gawiedź (Nietzsche oszalał, zatem dał dowód prawdziwości swoich twierdzeń — odnajduję upodobanie w obsesji i radykalizmie, aż do rozerwania w tłumie), niechrześcijaństwo co niesie metafizyczne znaczenie, jak i wytworzenie nowego, dionizyjskiego, toposu — który zapełnia kartografię psyche, topografią utopii i potworów morskich (hic sunt dracones — tutaj żyją smoki na dawnych mapach, toteż użycie przez Nietzschego „smokobójcy”[1] nabiera wyrazu), tam gdzie uprzednio porastały białe plamy; „Czy skosztowałeś morskiej soli, aby zaznać pływów? Jakich fale przynoszą nam pragnienie — nieznanych krain?”. Przynajmniej wiadomo już z czym mam się mierzyć, mimo że jest to ułuda — wcześniej czegokolwiek tamże, pod kopułą, nie było.

Marie-Lan Nguyen, „Pan having sex with a goat, statue from Villa of the Papyri, Herculaneum”. CC BY 2.5

Czytaj dalej »

Nic nie robię, jak siedziałem tak siedzę; niedziele przeczekuję, żadnych lektur, ani spacerów, myślę tylko o śmierci, wgapiony w horyzont ściany; apollińskie wyczekiwanie na karę dalszego życia[1]. Nihilizm jest w istocie depresją; — A Tobie jak czas przemija? (…) Przytulić mnie trzeba? Raczej zastrzelić albo wbić nóż, abym zdążył powiedzieć — Dziękuję — dobrze mnie wychowano. To słońce zza odsuniętej kotary jest takie zimne, kładę się i roję, że pójdę od razu się powiesić, jeśli ta słabość mi tylko minie — to jest słaniać się u konarów Matki-Ziemi; ponade mną korona z gwiazd dwunastu… Wstaję, aby puścić Hvernig kemst ég upp? Kælan Mikla, ponadto dostrzegam na ekranie komputera powiadomienie tekstowe. Marthe przyjechała do ojca. Siadam przed laptopem, następuje czereda wiadomości tekstowych, tyle że boli mnie prawa dłoń, wbijałem zęby w palce, aby poczuć tępy ból, rozluźnienie, mimo tego łechta mnie miło, że piszemy do siebie zaimkami z wielkiej litery:

Czytaj dalej »

Boże, ta poczta w Niemczech działa jak w Polsce — list dopiero na sortowni w Lipsku; ja to teraz koń trojański liryzmu: wpiekłowzięty utraciłem ów moment w rozłące, zmusiłem się rozbić figury w kościele, ukrzyżowałem się w pojedynkę, uprzednio przerażony pięknem dnia — błękit czystego nieba, a w jego polu fleur-de-lys wzywa „państwo roślin”[1] pod sztandar dalszego życia; żyję jakąś pierdoloną nadzieją, nastrój powolnej erekcji; zgiętym przedramieniem przysłoniłem oczy tak, jak kobieta z płaczem wychodzi od fryzjera, tyle że ją opromienia ciepła, poranna, świeca — czuje się piękna. Zasnąłem. Żachnięcie nocą. Ciemno teraz, niby piąta — stłumiony gwaszem brzask; zerwał się wiatr, kwiecień przysypał mnie śniegiem, mimo że oduczałem się już spać w przypadkowych godzinach; w pismach Nietzschego odnalazłem eufemizm pogoda Greków[2] — ich „szczęśliwe” życie przerwane wieszczą poezją, wzmożone najazdami Persów, toteż wystawiają tragedie. Pojąłem, że potrzebuję dopisać własną komedię, w meander zbiorów bibliotecznych, aby dystyngowanie się kurzyć, tyle że nie umiem siąść i pisać, marynuję tekst południowymi przyprawami; czekam, niejako na kochankę, szepczę dwa słowa za uchem — mój oddech co żga ją w kark; świst bata popędza trojkę, nie zginie w sumiotach; Jesienin.

Czytaj dalej »

Powroty moje mają w sobie coś z południowej malowniczości, wśród małych społeczności te same pozdrowienia wścibskich twarzy, jednakie płoty i drzewa, zdobią się co roku ptactwem i kwieciem, jakich nazwy się pamięta; Górna Engadyna. Widzieć, rankiem i wieczorem, całe dostojeństwo lasu, wspinać się na wzniesienia po posągowych korzeniach, wiją się grubo i kręto, deszczami i stopami odsłonięte, ale nie do tego zawracam reminiscencjami, lecz do kamienicy z wysokimi stropami i szerokimi parapetami. Na nich zaś rośliny — o które się dba, żadne sukulenty, chyba że meksykański kaktus, a niekiedy stosy z epigramatami, przede wszystkim do muzyki Vaughana Williamsa, The Lark Ascending — ona to pejzaż ukiyo-e; móc budzić się każdego ranka i widzieć, jak ktoś tożsamy naszemu życiu wspiera się na ramieniu i odchrząkuje, wtedy przechodzą migreny. Czy to jest miłość? Pytanie to przydaje się jako drugi sweter, kiedy pragnę zapomnieć o przenikliwym wietrze, gdy we mnie duje po latach, zdałoby się przyjemnego życia, skoro przebijam wzdęty żalem wrzód minionego filisterstwa, tyle że wyuzdaniem batożonych obcasami pleców. Klęczę!

Czytaj dalej »

Posłyszcie majestat słońca o brzasku,
wysławia gaje egzotycznych smaków,
koszerne i halal szepty czarczafów,
tych fen ustępuje burzę Schillerów;
bliska końca opada gałęzią wierzby.
Nazajutrz wybywamy do Turynu,
aby pić kawę za dwadzieścia centymów.
Inaczej zawisnąłbym tutaj u więźby.

Marcie.
05.04.2021

Cenę kawy wziąłem z listu Nietzschego do Heinricha Köselitza (pseudonim Peter Gast, kompozytor), jaki przebywał podówczas w Wenecji. Książka to „Listy” Nietzschego – wybr. przeł. i przedm. opatrz. Bogdan Baran, Inter Esse, Kraków, 1994, ISBN: 83-85109-19-6.

Patrzyłem, zza okna, na błękit nieba – donikąd nie wychodząc; obok, w kuchni, zebrała się rodzina, dlatego nawet zapalić nie wyszedłem. Wiem, że się powtarzam; chcę się powtarzać. Trzeba się powtarzać wzajem siebie, aby utrwalić w sobie kruche, efemerydalne! Równie dobrze można kopać dół i go zasypywać… Każda kolejna konstatacja pozbawia świat i mnie samego, jakiegokolwiek sensu. Myślałem tak, kiedy dzień, na szczęście, miał się już ku końcowi – typowa nuda niepokojącej i pełnej obłędu niedzieli. Toteż usiadłem przed wielkim lustrem u mnie w pokoju – jakie kobiety trzymają, aby się oglądać malując, obracając na pięcie w sukni czy wreszcie dotykając – bowiem pragnąłem, aby ktoś patrzył, jak robię sobie krzywdę nie narkotyzując się, mimo że roiłem łzy nade mną, przesyconego opioidami maku.

Socjalizm albo barbarzyństwo?! Samobójstwo albo narkomania!

Czytaj dalej »

Novalis nie był kiedykolwiek popularny w Polsce, mimo że znany na zachodzie Europy; czytał go Krasiński, jeden z trzech narodowych wieszczów, o jakim najmniej się słyszy. Nie jest to tylko opinia Tadeusza Newlin-Wagnera, który w 1923 roku przełożył i opatrzył wstępem, wydane własnym sumptem „Hymny do nocy”. Dowiedziałem się o Novalisie na marginesie moich lektur poświęconych nihilizmowi, dlatego że sam Novalis nie był nihilistą. Tyle że zwrócił moją uwagę na świętość nocy; nieraz spoczywałem jak Henryk Ofterdingen. Cóż z tą nocą? Jezus urodził się w nocy, zatem ciemności zostaje przydana światłość intymnych wynurzeń. Dotąd romantyzm uważałem za geopolityczna bzdurę powstań narodowowyzwoleńczych, a ich wiarę w postęp, młodość i dobro odczuwałem jako bezlitosną.

Wspomniany wstęp Tadeusza Newlin-Wagnera, link wyżej w tekście.

Czytaj dalej »

A i najmędrszy zpośród was jest tylko rozterką i mieszańcem rośliny i widma. Ale czy każę wam stać się widmami, lub roślinami?

Fryderyk NietzscheTak mówił Zaratustra

Bardzo piękna okładka! Fryderyk Nietzsche, Tak mówił Zaratustra: książka dla wszystkich i dla nikogo, tł. Marya Cumft, Stanisław Pieńkowski: http://nietzsche.ph-f.org/dziela/fn_z_bis.pdf

Moją miarą jaką mierzę zjawiska co je doświadczam, stanowi ta zadra w sercu – co dzień wyszarpywana ułudą namiętności.

Widzieć splendor lodowca majaczącego ponad nami; Zaratustra grzebie ciało połamanego linoskoczka, który upadł obok niego, gdy rżąca gawiedź się rozchodzi, wszakże linoskok „z niebezpieczeństwa uczynił sobie zawód”, a Zaratustra jeszcze umierającego pociesza, iż to nie był diabeł, ale strącił go błazen, a piekło nie istnieje; „(…) Rządy zmieniają się, a akta trwają niewzruszenie. Jest paradoksem, że w rejestrach państwa fakt, iż nadstawiałem za nie karku, został w sposób niezatarty odnotowany jako zdrada. Kiedy wymieniano moje nazwisko, kanceliści w urzędach, którzy dzięki mnie i takim jak ja wsiedli na swoje stołki, krzywili się z niesmakiem” – Ernst Jünger, „Szklane pszczoły”; stary kanonier[1] występuje jednak w obronie „zaświatu”, jakim jest sznyt – skądinąd jest to przecież niematerialna monada, mimo że powstaje w materialnym mózgu, tyle że wiara w Boga ponad nami, a w boga wewnątrz nas, nie nosi w sobie jakościowej różnicy. Rozdzielam od swojego ciała nie tyle umysł, co ideę siebie i się do niej krytycznie odnoszę, mogę o tym dyskutować bez złości – są to, jakby, dwie osoby nas samych (jestem ja fizyczny i ja idea którą prezentuję sobie i ludziom, jaką poddaję analizie i ona mnie nie dotyczy). Choćby z tego powodu Heidegger mógł nazwać Nietzschego „ostatnim wielkim metafizykiem”. Dlatego też jako czytelnik Nietzschego nieraz odnoszę wrażenia, że są to jednak dywagacje a nie system (całe szczęście, skoro się je podważa, a fragment w swoim zakresie jest zwykle prawdziwy), a niekiedy wewnętrznie sprzeczne (jak z tą krytyką światów nadprzyrodzonych, gdy idea nadczłowieka jest nadprzyrodzona, jest monadą).

Emil Cioran, „Rozmowy”.

Czytaj dalej »

Najgorsze w człowieku są regresje,
to jak się topi, tyle że oddycha;
kruszy się z niego, chyli do snifa.
I cień, przy oczach, wrzosem bzu rozetrze.

I w dzień się wszyscy na ciebie gapią,
ulicą, choć naciągasz kołnierz, okulary.
Zaś nocą się snujesz, jakby ci tkały –
Krepę! – daleka Itaka, przemija blado.

Żyjemy zbyt długo, przybyło lato,
przycinam róże, godnie dojrzewają –
Marcie, wobec tego. Będzie burzeć,

niebo; śmierć w wodzie. Kielich tak larom,
wykwita łodyga; czas się chce wtórzyć,
aby puściła wianek, w Boże Ciało.

28.03.2021

BHP

We dwoje należy p o w o l i wzruszać się wzajem siebie tak, jak w wystymulowanych nocach wyrusza się wzdłuż wstęgi beatu (synestezja), a ludzie wpadają w pułapkę – moją źrenicę. Ich ruchy tworzą dysk akrecyjny wokół mnie. Wówczas się zasiada i pali haszysz, aby uspokoić serce i porozmawiać. Odtąd nadmiarowy, pod językiem, Clonazepam (przepisany przez lekarza), przyprawia muzykę zapachem kadzidła, a ja się czuję, mówiąc, nibym ją karmił ciastem, mięsem, ale palcami. Żywą rybką którą gniecie zębami i twierdzi, że jej to smakuje (strużka krwi w kącikach ust, kicz). Zmierzamy dokądś i coś mi się właśnie tak przypomina, padają dwa zdania, resztę wyraża mowa rysów twarzy:

Ja to „wiersz idioty odbity na powielaczu” – Przemysław Gintrowski, „Autoportret Witkacego”: https://www.youtube.com/watch?v=QTIJeROtF48

Czytaj dalej »