Czasopismo „Paged Out!” a haikunautyka.

Telos

Przyjaciel podesłał mi link do ciekawego czasopisma kolportowanego w internecie, Paged Out!, poświęconego komputerologii, programowaniu, elektronice i majsterkowaniu. W istocie kulturze geeków. Po czym odesłałem mu link do swojej strony i po krótce opisałem ideę wortalu do jakiego pragnę dążyć, z zamiarem wytworzenia społeczności i potencjalnego zarabiania na siebie (jeszcze nie mam pomysłu, poza apką dla dwóch, być może aż trzech, typów; skupiam się na treści). Przede wszystkim chcę pisać, nie tylko, o Haiku, skoro haiku-os.pl już nie istnieje i muszę to robić, zanim ktoś wpadnie na pomysł stworzenia strony, gdy Haiku zyska na popularności. Lepiej ja, a nie ktoś inny, akurat na tym dobrze się znam! Chcę być pierwszy w Polsce i nie mogę, wtóry raz, popełnić błędu tak, jak wtedy, gdy wiedziałem o Bitcoinie, Androidzie i gamingu na Linuksie, a niewiele osób się tym interesowało podówczas. Oceniałem to wszystko, jako intrygujące idee bez praktycznego zastosowania… Odpisał mi, że jest to retro zabawka. W międzyczasie, oddając się lekturze wspomnianego magazynu, natrafiłem na artykuł Seana S Haasa, „How Much Has *NIX Changed?”. Wtedy to, w wyniku asocjacji, narodziły się we mnie konkretne refleksje. Zwyczajnie, mój kumpel, napisał bzdurę bowiem Haiku zdaje się retro, dlatego że okna posiadają swoje krawędzie, a wektorowe ikony, ważące 500 bajtów, nie są płaskie! W środku zaś siedzi silnik pozytronowy!

Thomas Saxon and Nevadawest, MotionTrailsYellow003.gif, Domena publiczna.

To na Haiku tworzę i pracuję, a na openSUSE Tumbleweed gram!

Zrób to sam!

W połowie lat dwutysięcznych Polska dostąpiła masowego ucyfrowienia w postaci taniego i stałego dostępu do internetu. Do tego momentu bywało, że odwiedzałem niektóre ze stron w telegazecie, poświęconych komputerom, zaś elektroniczne ziny były kolportowane wraz z czasopismami komputerowymi lub gamingowymi. Samemu lubiłem, jako chłopiec, Action Maga dołączanego do płyt zawartych w CD-Action. Posiadałem też jedno z kompediów o grach, jakie można było zamówić w nieboszce Secret Service. Niestety moja matka wyrzuciła to wszystko wieki temu, inaczej pokazałbym to swojemu synowi bowiem solucje i żarty, nadto rysunki i opowiadania, były lepsze niż manga! Czytywałem też Esensję i wszystko co przyleciało do mnie na dyskietce 3.5" lub dysku CD-ROM. Szczególnie, że zacząłem słuchać hardcore punka, a nie jak dziś elektroniki czy folku, a ziny były integralną częścią ówczesnej kontrkultury. Ponadto oddolny charakter zinów dziedziczył duchowy spadek po analogowych jednodniówkach, dadaistycznych akcydensach. Za sprawą techniki cyfrowego kolażu, z okolic Pierwszej Wojny Światowej, kiedy to Tristan Tzara grywał w szachy z Leninem, w Szwajcarii. Toteż dodawało im to sznytu alternatywy! Jedną z naczelnych zasad punka było zrobienie czegoś samemu, choćby graffiti na murze sąsiada… Dlatego z taką łatwością wskoczyłem w ruch Open Source!

Partyzantka miejska.

Paged Out!

Koń, jaki jest, każdy widzi. Paged Out! poniękad przywodzi na myśl Mag Pi (zin poświęcony Raspberry Pi), tyle że jego tematyka jest bardziej zaawansowana. Oryginalną ideę stanowi wymóg, aby treść artykułu zmieściła się na jednej stronie A4 (coś jak demko 1K) i odnosiła się do praxis inżyniera. Skład i łamanie przeprowadzono na bogato: z ekranu bije barwami, wykresami, diagramami i formatowaniem kodu, a nawet reklamami projektów Open Source! Okładki zaś przypominają artworki z gier komputerowych. Zachowano marginesy, wprowadzono interlinię, a tekst podzielono, przeważnie, dwukolumnowo. Od strony estetycznej Paged Out! prezentuje się profesjonalniej, niż niejedno wydawnictwo papierowe. Niemniej metalizujący fiolet, podkreślający w rogach stron ich numer, autora i kategorię, raczej zamieniłbym na magentę, mimo że przywodzi on na myślu menusy z Uplinka. To właśnie z tej gry, a konkretniej to z jednej ze ścieżek dźwiękowych, zaczerpnąłem podtytuł dla τέχνη.

Spis treści!

Poruszane przez autorów zagadnienia bywają ezoteryczne. Na ich niwie wyrastają efektowene hacki i protipy. Rozbawiła mnie motoryzacja wózka na zakupy z Biedronki albo zaintrygowała pozycja opisująca, jak przekonwertować Markdown do LaTeXa, aby móc opublikować u nich artykuł, jednakże wykorzystam to do celów prywatnych, raczej nic im nie wyślę, dlatego że nie jestem inżynierem… Albo wyślę, mam nawet pomysł - rozszerzone atrybuty systemu plików BeFS, opisującje legalnie pobrane™ treści multimedialne, w celu ich łatwego odszukania, skoro ma się kilkadziesiąt tysięcy plików. Od dziesięciu lat noszę się z opisaniem swoje biblioteki e-booków, ze względu na bazodanowy charakter BeFS, ale jakoś nie miałem na to nigdy czasu. Wolałem siedzieć na IRCu i narzekać na wszystko lub włóczyć się nocami.

Nauczy Was więcej niż Biblia!

Warto wykorzystać swój czas na lekturę tekstów poświęconych C i Assembly, posiadają one spory ładunek edukacyjny, choćby „RISC-V Shellcoding Cheatsheet”. Doszedłem właśnie do wniosku, że programowanie w Assembly ma tę przewagę nad innymi językami, iż przy każdej linii kodu znajduje się komentarz. Samemu żałuję, że co najwyżej umiem zaprogramować pralkę, mikrofalę, okno GUI i przycisk lub program odczytujący dane z pliku txt.

Sean S Haas, How Much Has *NIX Changed?

Artykuł do pobrania, gdyby wtyczka nie działała.

Zastanówmy się. Jak wygląda mój workflow opisywałem w dwóch ostatnich artykułach o Haiku. Co ma wygląd, rzekomo retro (ja to nazywam klasyczną metaforą biurka, do tego co znajduje się pod maską? BSD historią kodu siegą lat siedemdziesiątych XX-wieku, a wrzucono je do Playstation 4! W przypadku Haiku to żaden inny pulpit nie realizuje Stack & Tile. I to już wystarczy tak, jak inni nie wyobrażają sobie życia bez Photoshopa (samemu używam digiKam i Gimpa). Haiku zapewnia też wirtualne pulpity. Przy czym trudno wymyślić tutaj coś lepszego, niż to co opracowano w latach dziewiędziesiątych minionego stulecia. Samemu odmawiam obsługi komputera zaopatrzonego w Gnome 3 bowiem jest mi ono obce, było powolne na tle KDE i wymagało doinstalowywania rozszerzeń, aby uzyskać podstawowe funkcje. Wspomnę jeszcze, że na Haiku nie instaluje się aplikacji, tylko montuje skompresowane paczki w wirtualnym systemie plików tylko do odczytu.

Jak widać na załączonym ekranorycie, jest możliwe wyłączanie poszczególnych rdzeni procesora z poziomu GUI, za pomocą apletu w Deskbarze lub demka Pulse.

Racja, BePDF umie zapisać plik PDF, ale nie posiada opcji eksportu konkretnej strony. Pomyślałem, że wydobędę powyższy artykuł za pomocą LibreOffice, jednakże następował jakiś deadlock, ale od czego jest Scribus? Nieopatrznie zaimportowałem cały plik PDF i zeżarł ponad gigabajt RAMu! Po czym elegancko wyświetlił okno modalne i poinformował mnie, że jego praca została przerwana przez „sygnał 4”. Aha… Na szczęście możliwe było wskazanie konkretnej strony.

Sexy!