Café Épicure

Umiałbym się jeszcze czym podniecić? Jakże nieznośnie tkwiłem w ogrodach Café Épicure, odkąd podjęto mnie tam kameralną lożą na antresoli. Przede mną arkusz papieru uparcie trwa przy swej bieli, oto następstwo błahego umysłu skazanego na meandry labiryntu. Zamiast druku pozostanie pusty blankiet, niemniej wciąż byłem w mocy, by w zdarzeniach bez znaczenia dojrzeć impet Erosa.

Nieopodal, wzdłuż szezlongu, opadła kobieta i przymknęła oczy w nadziei, iż czerń powiek nie będzie tak nużyć, jak kwiaty co się jej opatrzyły bowiem drewno podłogi zabarwiło przestrzeń dźwiękiem. Toteż wyprawiłem się słuchem na żer, skoro uderzenia obcasów posiadają swoje tony, a te kładły akcent na bywałość wyrobioną poprzednio złożonymi wizytami. Być może taktownie uczyniła przyjemność także dla wzroku, dostatecznie długo spoglądałem, aby okazało się to niegrzeczne.

Nowa Prowincja, Kraków.

Nie patrzeć się na kobietę? Nie sposób. Widok od lat niewidzianego morza, kiedy wreszcie człowiek wybierze się na nieznany mu dotąd urlop, dojmuje go pięknem głębia przestworu, a przecież piersi falują kobiecie wraz z każdym oddechem, krokiem, biegiem! Właśnie tutaj najpotworniejsza dla mężczyzny okazuje się idea kobiety, wszakże kopulując domyka się wzrok i ukazuje się myślom nie ta jedyna, lecz ta niedostępna. Dzieje się tak za sprawą archaiczności pragnienia, ją to uobecnia się w nieświadomej osobie. Obcy duch pomieszkuje, za sprawą męskiego głodu, w rzeczywistym ciele.

Wtem nerw wstydu prze dłońmi ku kolanom. Ujrzałem wysiłek, naciągnęła ledwie pół centymetra materiału, gdy kładła udo za kolano. Przestałem się patrzeć. Równie postąpiłaby z żorżetą kryjąc kostkę przed spragnionym światem, nadto rumieniąc się w towarzystwie. Powszedni gest z repertuaru kobiecych ruchów, on to w zamyśle przydaje skromności, lecz dla mnie nieustannie jawi się pląsem. Całe szczęście, że nie jest młoda, potrzebowałem uwodzenia. Dziewczyny nie umieją się ubrać, nie noszą sukienek, a do spódnic zakładają białe obuwie sportowe. Średni wiek nad wyraz stał się kobiecy, bogaty w kaletnicze ornamenty wyrobionego gustu. Jakże dookreślony nowoczesną techniką urody, a zatem widokiem zdrowia. Dopóki uważnie dobierało się słowa, było się w mocy sycić własną żądzę, wtedy codzienne zabiegi transfigurują w rytuały przynależne buduarowi, za sprawą frywolności wielkopanieńskiego uniku. Ona przenosi ciężar ze statystyki umieralności na erotyzm. Nie widzi zdrowego pożywienia, ale wykwintne danie. Dla niej owoc nie jest lekarstwem na raka, lecz afrodyzjakiem. Mnie samemu nigdy nie przyszłoby do głowy, by śmiertelne nadużywanie narkotyków wiązać z prawnym przeciwdziałaniem ich spożyciu. Różnica między moją a naukową świadomością ściśle mieści się w imponderabiliach. Niebezpieczeństwo śmierci bądź obłędu niesie przed sobą metafizyczne zyski, jeśli ciało przetrwa wydanie je na stres.

Nie ma sensu się łudzić, nie ma we mnie dawnej ikry, ni lubości ani wzgardy. Jeno pusta forma, powtarzana siłą inercji. Ile będę żył śmiertelnie chory? Niby Syzyf toczę swój byt, a gdzieś na widnokręgu zamajaczy fenomen, na podobieństwo burzy dziejącej się w dali, to dalej zębami skrobię w kamieniu i byłby tego foliał – decydującego momentu literatury.

10.05.2019, Kraków.