Julia

Stęży dusza, wszak brak mnie chleba,
ręki ojca, bym nożem krzyż darł.
Wzdłuż skóry pas, śliną ją gniewał.
Ni pieszczot słów, wtóry obelg ruch ust:

– Boże drogi – móc targnąć tak znów,
życiem spod nóg, śmiechem tamtych serc,
patrzeć dłońmi, wśród wczorajszych wzgórz,
blond kłosy jej – skargę jutra strzęś.

12.10.2018, Kraków.

Nowa Prowincja, Kraków.

I wkłuj życie w żyły, wyschłe na chrust.
Bądź w piecu grzej sobie, pisz mnie jak Proust.
Śmiej się, krzyw, żeś po wódce, mam odwagę!
I gnij, i bij mnie, krew twa – głód! Wygładzę.
Włosy, buty, i przyjdę, w koszuli.
Białej, zupełnie czystej, sercem pluły!
Ja czekam na Krakowskiej, bym wszystko umiał,
ujrzeć, słyszeć, wtem krzyczeć – Tutaj, Julia!

28 października 2018, Kraków.

Narasta obwód wzroku, mój słowostan.
Ciężki wiarą, jutrem, upiętym by laurem;
chłostą pędzli, kaźnią słów – Dokąd snułem?
Moich stychów, ich sztychów, tych wrze palba;
bielmo wywiniętych oczu, grzechy Trakla.

16.03.2019, Kraków.

Mam dla ciebie piękny, o białej lilii, temat,
co po Kazimierzu, arkadami się majda,
jak we stripie szmula, zaś o flocie tam mniema,
przed jej pięknem klękam. Spodziewam się skądś majchra!
Wjebałem się w to, by mieć flotę, fukę, fokę!
Opowiadam o sobie, ona wyjebie jak z procy,
gdy skończy się feta, rankiem dalej się gdzieś wlokę,
muszę iść do pracy, pot się ze mnie bardzo tłoczy.

12.10.2019, Kraków.

Ta cisza rwie ze mnie zęby, jak brudny nurt Białej Przemszy.
Pozwól się kochać, wyklęczę, mimo że wchodzi na serce.
Wraca pianą, morską falą, ów śpiew diwy w La Scalo.
Dla mnie to zbyt mała dawka, ale tłumi lęki, tak ciamka.

17.12.2019, Kraków.