Art of Trance: Signifié

Ubrałem się w spodnie z wysokim stanem; wąsko opasane biodra nie pozwalają się odwrócić, kiedy czas zawraca, woła. Słyszę w sobie mocny splot głosek! Tak, przede mną, mówię zaś ja, tyle że chronologia nakazuje, iż z tyłu. Wychowanie kara mnie stójką – Baczność, skoro starszy mówi! Mimo że to szelest, ów potok zelówek: idzie óW z mamą, łacińskie staje się hebrajskim, znaczy znak tak zaznaczony – tuląc palce w dłoń, alef i bet. Kolejno z plecakiem, kobietą, wtem Ów w odblaskowym mundurze, zmobilizowany do fabryki; ÓW dzierży peta, kieliszek, zwijkę, igłę piątkę, własne dziecko. Cała ta czereda bakchicznie hołubi się wkoło. Szaleństwo. Syk ściśniętego z bólu. Kładę się na kozetce, krzyż rąk – dłoni na ramionach i tak się tulę, brzuchem w dół, gdy kastruje mnie imadło ud, rojąc o tym, że jestem kobietą – Przybądź Nimfo, przybądź Dionizosie: światło zachodzącego słońca odbite w oknie nieznajomego domu; ostrogą[1], znaczy mnie znaczone, ostrze sztyletu[2], co odsłania mi mięśnie. Krwawię do miednicy, wzdłuż ręki; refleks skrzono wraz z każdym zmierzchem, szklanką alkoholu.

Światło zachodzącego słońca odbite w oknie nieznajomego domu.

Ona tak wyniośle spojrzy, dokąd, przyzywa i kusi – całuje, i gryzę, wtedy chłonę kęs jabłka – ona wypluwa swój; a ja widziałem każde jej mrugnięcie, każdy jej oddech – płytko wchodzi, aż szczypie, to nie ja w nią, to ze mnie broczy dziewicza krew! Przygryza wargę, na mojej ręce ścisk – wzbiera pływ, gardło więzi krzyk, wtem w ucho mi tchnie – Dość – rozluźniam dłoń, wciska się w zad niebinarny żigolo – Chcę być pasywny, poniżony utopią! Männerbund wymalowanych w turkus[3] dzieci, ale zanim pożrą własną rewolucję, wystrzelę się wprost przez płomień, jak nocny motyl i spadnę okaleczony, pyłem maskary, na jej ramię – się zwieszę, tuląc we wspólnej, w kiblu, mogile, aby potwierdzić siebie, gdy porobiona za miłosny frajer, szepcze – Ale ci serce wolno bije, już prawie go nie słyszę.

DANSK-FRANSK EXPERIMENTALFILM KOMPAGNI présente

Gdzie się skryliśmy, na kwadracie czereda ćpunów, ich małpie widzenia mnie palą, siniaczą, skoro gnę się w arkadę; podajemy sobie po dwieście klatek czarno-białego antyfilmu dekonstruującego tych, którzy wymyślili życie tych co nie istnieją – mówią po francusku, mętnieje klisza, nic nie rozumiem, tyle że patrzą z politowaniem, siedząc w ogródku modnej kawiarni, mając za sobą n a p i s – DANSK-FRANSK EXPERIMENTALFILM KOMPAGNI présente: zbliżenie na mnie, kadr, kwilę się palcami w jej garść (wmontowali dźwięk przeładowywanej broni) – plątam się w meander, gdzie jest nić?! Intensywnie mówię, dyszę, coś tam znów pierdolę dławiąc się powietrzem, zapadając się przy tym w ścianę: charakter bólu co go aktualnie przeżywam dość jest tobie wiadomy, jednakże nie dostrzegam powodu, by wspomnieniem, owego cierpienia, raz jeszcze nie przeżyć, nim dociągając skrócę linię swojego życia. Tylko po to bym miał zaś ulec zagładzie? Zmartwychwstałem. Niegdyś tkanki oddzieliły się od kości i zgniły na moich oczach, zwymiotowałem pokruszonymi zębami. Changa rozsadziła tamy krwi, nim Charon domknął powieki; klęczałem u ramion Axis Mundi, łkałem u kolan Kybele. Upraszając o psychostazję nie uzyskałem werdyktu, wykazania winy. Ni lubości, ani wzgardy, wobec potoku łez! Niemniej uzurpacja względem idei życia (zoe), znosi życie jednostkowe (bios).

PS Zaktualizowałem silnik strony i temat, a także ponaprawiałem nieaktywne linki prowadzące na YouTube, jak i wtyczkę PDF, toteż „Zimna fala” już da się czytać na stronie, ale jeszcze nie doszedłem do tego, dlaczego nie na mobile (da się pobrać). Kiedyś zrobię jeszcze porządek w tagach (niekiedy kasuję nadmiarowe). Nadto, ten tekst, miał być kolejnym rozdziałem „Speed Generation” (od drugiego akapitu miał sie zaczynać trzeci rozdział), ale wrzuciłem do „Art of Trance”, jakie układa się w fajny spis treści i mogłaby być to dobra książka. Samemu mam wizję „luźnych” rozdziałów, a nie zdyscyplinowanej powieści, póki co i póki co komentarze pozostają wyłączone, jak pisałem w postscriptum w „W czterdziestą rocznicę śmierci Williama Sewarda Burroughsa III (pięć dni po terminie)”.


  1. Jacques Derrida, Ostrogi. Style Nietzschego. ↩︎

  2. Jak wyżej. Wtedy to czyjaś ręka opadła, wilczymi kłami strutego sztyletu, wypadła zdradzieckim pchnięciem mojego brata, jego kindżału, alem się puginałem dobył spod laków – ostatnią wolą, mimo że mi krewni posiedli kosztowny styl życia i roili głośno o moich dochodach. Prócz tych, jakie jeszcze myśli podówczas? Jakbym wywłóczył siebie poprzez meander nocnej dzielnicy, skąd można dokądś powrócić. ;-) ↩︎

  3. Tabletki MST Continus 200 mg (morfina) mają zieloną otoczkę. Którą się zmywa. ↩︎