τέχνη

„Digital dreams crossing over the sea, welcome to the deadlock of reality” - Skaven.

0%

Na marginesie lektury „Ewangelii Zaratustry” Jaromira Brejdaka.

Rozrywanie ciała napięciem jest metaforą sięgającą antyku. Dionizos został rozerwany, Chrystus jest przybity do krzyża, ale czyż i gwóźdź nie rwał jego skóry, mięśni? Rwanie charakteru doznanym problemem to punkt w jakim literackość rozmija się z rzeczywistością. Mogę mówić tylko o sobie, skoro nie jest mi znana odmienna perspektywa. Odczuwam, jak spiętrzona masa przeżyć zapada mnie do wewnątrz, w geście inhalacji – skąd rozlewa się żyłami po ciele – ja już nic nie umiem powiedzieć, promienieję smutkiem. Wzmaga się wampiryczne pragnienie, trzeba dalej brnąć w głąb jaskini [Platon odwrócony, schodzi się do jaskini, Zaratustra powraca w góry], nad nami zakryto światło głazem [Prometeusz samemu nakłada na siebie kajdany], gdzieś w środku jest ciepło. To moment w którym Syzyf postanawia odpocząć, obtarłszy czoło odwraca się i widzi [Albert Camus, „Mit Syzyfa”].

„Na marmurowych skałach”.

Głód życia, nędzę miłości, pragnienie bliskości, pochłania się wszelkie zasoby ku chwilowemu przesytowi. Cokolwiek, albowiem istotą nienasycenia jest płaszczyzna immanencji[1] [plateau, Deleuze], z nieokreślonymi granicami. Przecież słyszę echo, leją się kaskadami żądze! Dokąd ciążą myśli? Chwila wytchnienia zezwala dojrzeć, iż wznoszę się pośród pustki, niby Księżyc nocą. Alkoholowe punkcje dookreślają zapadanie, narkotyczne zaś zwiastują lej krasowy nadziei - chrobotem łopat ratowników, jacy podadzą konserwy i butle tlenowe. Niechciana trzeźwość chluszcze naganą, była to fatamorgana jakiej uległa zabłąkana karawana. Wyrodnieje duma, maleje budżet sylab w trzynastozgłoskowcu, ach niewypowiedziane znajdowało się w sferze miłości, nadziei, nim pragnienie rozminęło się z rzeczywistością, gdy wyrzekło się skrytość szczęścia. Porusza się wąskimi arteriami, aby uchwycić fragment. To Nietzsche i Cioran, rozległe, na tle aforyzmu, rozdziały Jüngera. Ich intelektualne spełnienie, jakże cenne dla potomnych, było tragedią ich egzystencji, tylko w tym znaleźli pociechę.

Pozostaje czas w którym jestem kim jestem, padając w punkt siebie [Nietzsche], odnajduję jestestwo [Stirner] i mogę tylko żyć, ze wszystkim, w większości złym, w chwilach, z rzadka dobrych, aby móc czuć napięcie [Heidegger], która napędza mnie, stanowi substancję z jakiej czerpię dalszą wolę życie, wolę działania. Latami wspominam owe momenty jako męskie [Jünger]. Całymi miesiącami zbierać pierwiastki, byleby wypełnić proroctwo dobrego życia, chwili dla której warto było żyć, gotowym było się skonać. Oto jest cyzelowanie[2]. Nie ważne jest wyznanie miłości kobiecie która wzgardziła, żetony w kasynie jakie w kilka chwil się straciło, istotne jest to jak dobrze ubrałem się i wyszedłem naprzeciw, a będąc z piękną kobietą u boku walczyłem, byleby nie być tym kim jestem na co dzień, pragnąc zyskać wszystko – całość życia, jego pełnię, i w nim trwać wiekuiście. Nawet jeśli przegrałem, to zawiniłem tym, iż pokochałem i nie chciałem być tymi co przypatrują się z boku, zazdroszczą. Nie żyłem nigdy po to, by się bezpiecznie i zdrowo zestarzeć.

21 listopada 2018


  1. http://immanencja.blogspot.com/2012/05/immanencja.html ↩︎

  2. „Jünger nigdy nie odwołał tego, co napisał w Robotniku. Stworzył jedynie nowe mity i nowe postaci – anarchę i leśnego wędrowca, co w odniesieniu do niego samego potwierdza opinię, że „Jüngerowi nie można zaprzeczyć, można go jedynie przezwyciężyć”. Nigdy nie chciał być drogowskazem, ale mapą, która umożliwi pójście dalej. W kilkanaście lat po Robotniku napisze o kielichach, które się cyzeluje, aby potem pokazawszy najpierw słońcu, rzucić je w morze. To jest być może przesłanie dla człowieka konserwatywnego: tworzyć coś, cyzelować kielich, choćby tylko po to, aby pokazać go słońcu i zatopić w morzu. Sens bowiem nie jest w kielichu, lecz w cyzelowaniu” - Tomasz Gabiś, Biedny konserwatysta płacze czytając „Robotnika”. ↩︎