Liryzm niemieckiego romantyzmu. Tłumaczenie piosenek Forseti: „Empfindsamkeit”, „Ewigkeit” i „Black Jena”.

Przetłumaczyłem lata temu i nie poprawiałem (ok. 2012-2014 roku). „Ewigkeit” wymagałoby dodania rymów, jednakże chciałem oddać liryzm i nie przejmowałem się gramatyką. Zsynonimizowałem „Wie”. W „Ewgikeit” uwodzi mnie ta, jakby, skrajnie prawicowa groźba rzucona światu!

„Wrażliwość”

Czy dostrzegasz brzask bylin na polach,
kiedy rosa jaśnieje wskroś ich iglic,
przepojonych czerwienią Słońca,
promieniejących poranków?

Czy posłyszysz w oddechu lasu,
szepczącego zmierzchem,
o dalekiej burzy –
jaka nadciąga?

Czy wyczuwasz pod palcami,
szorstką korę na pniu starego jesionu?
Zrogowaciałą, bowiem świat przemija.
Z rzadka rozmięka od mgły.

Czy koisz swoje nozdrza petrichorem?
Bo ziemia taka tłusta i rześka, po deszczu.
I zieje z niej, jeszcze nagiej – bez nasion.

Czy skosztowałeś morskiej soli,
aby zaznać pływów?
Jakich fale przynoszą nam pragnienie –
nieznanych krain.

Dane ci wydobyć ze swoich snów,
potęgę ukrytych znaczeń,
jakie towarzyszą twojemu duchowi –
poprzez mrok, co nocą pochłania Ziemię?

Forseti, Empfindsamkeit, tłum. Przemysław Pintal.

„Wiekuistość”

Jak płatkami róży poniesionymi po wodzie.
Niby raną co wiecznie ropieje.
Ledwie krzykiem, co cicho się poniósł wskroś spokojnej nocy.
Jakby oprawcą kończącym dzieło.
Niemalże wilkiem grasującym w kniei.
Tak, jak stalą dobywającą serce.
Rzekomo drzewem powalonym w czasie burzy.
Nieomal słońcem skąpanym w morzu.
Niejako mieczem pękniętym w walce.
Niczym żagwią wskazującą drogę.
Jeśli pocałunkiem, to Najjaśniejszej Panienki.
Wreszcie skargą wzniesioną ku niebiosom.
Tak właśnie niesiemy, poprzez najczarniejszą z nocy,
żar co rozpala nasze serca.
By wsłuchać się w wezwanie bębnów,
i podążyć ku wiekuistości.

Forseti, Ewigkeit, tłum. Przemysław Pintal.

„Czarna Jena”

Tutaj, w tumanach kwiecia,
zmówię, Tobie, do ucha:
Nieszczerą pryncypialność przykrywa już ziemia.
Co ma być, to będzie… I tego trzeba.

Skrzą się kielichy róży.
Wzniesione wybyły z rozłogów.
Za nimi pozostaje bezmiar.
Rozpaczy.

Oni byli głupi, ślepi.
Nawet nie z naszego rodzaju.
A Przybysz i jego Zguba – Ducha.
Za sprawą Łajdaków.

Lepiej dokonać bez strachu.
Niż tkwić w lęku do końca.
Wtenczas wyrzeczeniem staje się pożądanie.
Tutaj, w Czarnej Jenie.

To jakim mnie widzisz nie jest…
lub nie musi być prawdą.
Jest twoją szaradą.
Skrytą, bezustannie.

Forseti, Black Jena, tłum. Przemysław Pintal.