René Halkett, „Nothing”.

René Halkett, jego obraz (zwandalizowany przeze mnie) i fragment wiersza (w moim tłumaczeniu), nadto właściwe mi horror vacui. Recytację „Nothing” Halketta, wraz z podkładem muzycznym Davida J (z zespołu grającego rock gotycki Bauhaus), można odsłuchać online na Bandcamp.

Właściwie Albrecht Georg Friedrich Freiherr von Fritschfreiherr to tytuł szlachecki, bodajże najniższy w tabeli rang, znaczy „wolny pan”. Jego przodkowie byli związani z dworem w Weimarze. Nie załapał się na front IWŚ, miał wtedy 17 lat, gdy się skończyła, lecz przystąpił do freikorpsu operującego na terenie Litwy. Następnie związał się z ruchem młodzieżowym – Wandervogel i wziął ślub cywilny, przez co rodzina pozbawiła go majątku. Później studiował w słynnej szkole Bauhaus i zaangażował się w teatr grający dla komunistycznej KPD (ciekawe wolty ideologiczne, właściwe temu pokoleniu niemieckiej młodzieży). Po zlikwidowaniu Bauhausu przez NSDAP, wyjechał do Wielkiej Brytanii, gdzie w czasie wojny prowadził antyniemieckie audycje radiowe.

Poniżej notatka z czasów, gdy zajmowałem się tłumaczeniem „Verfall”, Georga Trakla.

Miałem napisać szerzej, dlaczego mnie to zachwyciło, ale utraciło to sens. Nic. W międzyczasie siedzę nad wierszem Trakla, zostało mi sześć wersów do przetłumaczenia, a coś mnie nagli, więc powinienem się uwijać, lecz dodaję wers „co trzy dni” i nie umiem się zebrać. Wykoncypowałem sobie esej – w stylu Jüngera i Camus, pół roku temu, ale nic nie przelałem, tylko przemyślałem i pisałem myślach – nihilizm i własne poglądy na sztukę: trójkąt cykli głód-ból-obłęd, że sztukę należy przeżyć tworzeniem i tłumaczeniem, inaczej sam odbiór pozostanie jałowy, że należy robić to o czym się czyta i nie ma sensu wydawać – cyzelować.