Dwa wiersze dla Marthe

Miejskie strapienie i nieba gest siwy;
we szpalcie ksiąg echo twarzy widnieje.
Wśród tafli książnicy mażą mierzeję —
światłem na Morzu Zaniechań, abym przybił;

u wrót świątyni brewe. Opalizuje,
o dziwo, pierścień rybaka — inkluzją,
wskroś wosku mojego wzroku; żem musnął,
za łokieć przedramię — oko saku. Wtóre!

Domykam powieki — rozdygotanie,
ów głos się niesie, niby drżenie, azaliż
na szybie skrzy — żadne śmieszne ubranie,

ani krzykliwe włosy, lecz płaszcze, szalik.
Złożone z zaniedbań moje trwanie.
Nadto scena z filmów nowej fali.

Dla Marthe, za ten s p a c e r i pokazanie mi cerkwi.
Przemysław Pintal, 19.04.2021.

Podaj mi słowo w usta; nie trafię
śliniąc się samemu, w krew kasztanów!
Mojego milczenia powodem Kraków;
Twojej tęsknocie zawiniło zdanie:
— Jak daleko jesteś ode mnie, Marthe?
Oczy mi się zamykają, oczami wodzę,
przeciw Tobie, wzdłuż horyzontu bioder.
Czytałem nad ranem — Paul, Twoja Inge.

Przemysław Pintal, 15.04.2021.

Listy Paula Celana do Ingeborg Bachmann, na angielskiej i polskiej Wikipedii nic nie znajdziecie, dlatego że ta burzliwa miłość była utrzymana, do niedawna, w tajemnicy. Książkę wysłała mi bliska mnie osoba, abym nadrobił braki w wykształceniu; przynajmniej teraz łapię: „jak daleko lub blisko jesteś mnie”, „przeciw Tobie”, a „powodem nie pisania jest Paryż” — to akurat znam z autopsji, tylko Kraków.

Mniemam, iż Celan z Ingebord za bardzo wydziwiali, w sensie samemu jestem gorszy, jeśli prześledzi się moją ostatnią korespondencję, niemniej mam dość autorefleksji, aby wrócić, a nie iść się powiesić, co buduje więź, w sensie najpierw jest pojedyncze włókno i bardzo łatwo można to przeciąć, budowla runie. Tyle że okazywanie sobie serdeczności dodaje kolejne pasma i w końcu zaplata się linię, jaką można przerzucić poprzez rozpadlinę albo się na niej wyhuśtać, toteż czytam te listy, aby nie popełniać ich błędów. Jak przeczytam to może coś więcej napiszę.

Mogę się odwdzięczyć niezbyt dobrymi wierszami, ale wiersze nie muszą być „zrozumiałem same przez się” i powinny być trochę hermetyczne, aby potem mieli co pisać w doktoratach, w przypisach. „Krew kasztanów” to wymalowane mocno, na czerwono, usta, aż bordowe. „Nie trafię”? Jak się ma zrosty na żyłach albo za bardzo telepie, to się kogoś prosi o wkłucie, jednakże tutaj miałem na myśli, jakby pocałunek, coś koło tego.

Celan to ciekawa postać, urodzony w Rumunii, w Besarabii — dziś Ukraina. Ojciec zmarł na tyfus, matkę zastrzelili, samemu przetrwał w obozie pracy, a jak się nowa władza zainstalowała, to wyjechał na Zachód. Ingebord kilka lat młodsza, uwielbiała jego wiersze, doktoryzowała się z Heideggera. W jednym z listów pisze do niego, aby wysłał wiersze do Jüngera, toteż zacząłem szukać, ale jeszcze nic konkretnego nie wiem, poza zdawkowymi informacjami. Cioran nazywał go nie człowiekiem, ale „krwawiącą raną”. O samej Ingebord do tej pory nie słyszałem.

A dalej?

Chcę krzyczeć, chcę pobiec, pragnę dokądś pójść! Chyba tak powinienem zacząć kolejny.


„Morze Zaniechań” to pewne „nawiązanie” do tetralogii Yukio Mishimy — „Hōjō no Umi” (niewydane w Polsce „Morze Płodności”). „Pierścień rybaka” to sygnet papieża, ta strofa to zabawa z jego symboliką (dodałem linki, w tym do pracy naukowej o Mishimie). Moje życie, to życie, to dryf.

Na Mierzei Wiślanej, te wioski to były głównie rybackie. Chciałem napisać tam o splecionych rękach, co usypują się w mierzeję, taka gra słów, ale nie zmieściłem. Innym razem.

Ktoś jest tą latarnią; nawiązanie też do „lampy Akermanu”, z wiersza Mickiewicza.