Ernstfall. Samobójstwo Alaina Renoy.

Le Feu follet

Co gryzło Alaina Renoy, że się zabił[1]? Nie chodzi o to, kolokwialnie, że nie dostawał nudesów – kochały go kobiety, ale nie ta jedyna; samemu otrzymałem wczoraj, jednakże odmówiłem spoglądania (żadna świętoszkowatość), za to wysępiłem zdjęcie rentgenowskie na jakim widać, iż z sutków wystają kolczyki, wobec tego życie mnie pozytywnie zaskoczyło! Odnośnie zblazowania, nie ono jest winne, zwykle pozostaje symptomem szeregu spiętrzonych, biegiem historii, zdarzeń, a raczej nie-zdarzeń – ich braku, toteż wypowiedziane poniewczasie – Ja bym nie wypuściła! – smakuje już jak zwietrzałe wino.

„Jakim by człowiek nie hołdował wartościom, jedynie powierzchowność mogła zakotwiczyć je w świadomości ludzi”, Ernst Jünger.

Zatem te dni są dziełem przypadku i zadawnionej, kobiecej, nieśmiałości, mimo że ta jest ruchana, naćpana i podduszana, nadto uzbrojona w lewicową frazeologię – przypadkowe oczytanie; moja anima, ona chce płakać złotem makijażu, co okala kość słoniową cery, taka TheCure-przypałowa (chryzelefantyna, na podkładzie nieszczęśliwej młodości; rzeźbę twarzy r o b i opięta morfiną skóra na podbródku, naturalny cień pod oczami, jego plamy). Jestem ja i mój umysł. Ale gdzie są inni ludzie?! Nie ma ich. Dlatego w pojedynkę zajmuję się filmem z 1963 r. Błędny ognik (fr. Le Feu follet), o tyle wartościowym estetycznie, że zaopatrzonym w muzykę Erika Satie.

Syzyf

Nie widziałem nigdy nikogo, kto umierałby dla argumentu ontologicznego. Galileusz, który był w posiadaniu ważnej prawdy naukowej, zaparł się jej najłatwiej w świecie, ledwie zagroziła jego życiu. W pewnym sensie zrobił dobrze. Ta prawda nie była warta stosu. Jest rzeczą głęboko obojętną, czy ziemia kręci się wokół słońca, czy na odwrót. W gruncie rzeczy to kwestia błaha. Widzę natomiast, że wielu ludzi umiera, ponieważ ich zdaniem życie nie warte jest trudu, by je przeżyć.

Albert Camusesej Absurd i samobójstwo.

Alain nawiedza, w jednej ze scen, swoją znajomą w galerii obrazów, a dalej towarzyszy jej w zakupach (podnosi nawet homara na targu – potrawa ta symbolizuje witalizm; afrodyzjak – obok niego kobieta) i odprowadza do domu, gdzie zebrała się bohema. Przywodzi mi to na myśl nasze dawne noce na Stradomiu, wspólnie pisaliśmy; „(…) W określeniu nie ma przesady. Wyobrażam sobie także Syzyfa powracającego do kamienia w dniach pierwszej udręki. Kiedy obrazy ziemi zbyt mocno trzymają się pamięci, a głos przyzywający szczęście nazbyt nagli, smutek wzbiera w sercu człowieka: to zwycięstwo kamienia, to sam kamień. Bezgraniczną rozpacz trudno udźwignąć; przychodzą nasze noce w Getsemani (…)” – Albert Camus, Mit Syzyfa.

Na podwórzu pada pytanie o Carlę i dowiaduje się, że zginęła w wypadku samochodowym, „z jakimś kretynem”, na co Alain odpowiada, że jest to absurdalne – ewidentne nawiązanie do Alberta Camus, któremu przypisuje się powiedzenie, że śmierć w wypadku samochodowym jest absurdalnym sposobem na to, aby umrzeć (co samo w sobie miałoby być absurdalne, mimo wszystko śmierć jak każda inna). Camus samemu zginął, na miejscu, w kraksie, gdy jechał fartem, jako pasażer, ze swoim wydawcą Michelem Gallimardem (zmarł w wyniku obrażeń parę dni później). W kieszeni miał bilet kolejowy.

Wewnątrz dyskutują na temat śmierci, pragnienia niebezpieczeństwa i farmakologizacji egzystencji. Alain kwituje poetę, że jego chęć dokończenia dzieła jest tylko kolejnym alibi, aby móc wciąż żyć. Wychodzi i szuka braci Minville, znajduje ich w kawiarni, niedawno wyszli z więzienia. Jeden z braci, w porównaniu do reszty statystów w filmie, nosi się po robotniczemu. Z kontekstu filmu, nadmieniana bywa Algieria, wywnioskowałem, że należeli oni do OAS i chcą walczyć dalej. Alain był oficerem w wojsku i odniosłem wrażenie, że to ich darzył największą serdecznością spośród dawnych znajomych. Energicznie przekomarza się z nimi, jako że ich walka nie ma sensu, kwitują machnięciem ręki, że wiedzą, iż „zgniecie ich historia”[2].

Alain kolejno odrzuca: kochankę (jest zamożną kobietą interesu, pragnie by wziął z nią ślub) i żonę, z którą się rozwodzi (stabilność w życiu), Nowy Jork i marzenie o sklepie z awangardową sztuką (nową perspektywę), lekarza jaki uświadamia go, że już nie jest uzależniony od alkoholu (w powieści, film to adaptacja, jest mowa o narkotykach, heroinie), przyjaciela egiptologa (mistycyzm), bohemę (a więc sztukę), towarzyszy (radykalizm polityczny), wreszcie wypija kieliszek alkoholu który go łamie (przekreśla miniony wysiłek) i idzie na kolację do znajomych „co zarabiają miliony” (po co miałbym zarabiać pieniądze[3]), gdzie spotyka dawną sympatię – Solange (resentyment). Wraca na kwaterę, dokąd Solange gwałtownie telefonuje, po czym Alain strzela sobie w serce; zagrał blues, flażolet jęków.

Przebyłem podobną drogę, stąd sceny wywoływały we mnie asocjacje; stawiam swojej biografii zarzut, iż nie byłem w wojsku, ani na wojnie (miałbym w sobie coś z konserwatywnej rewolucji). Samemu myślałem o wydawnictwie (we własnym pisaniu nie widzę wartości artystycznej), „jak się odkuję”, a pierwszą pozycją tłumaczenie, niewydanej dotąd w Polsce, Rewolty przeciw nowoczesnemu światu Juliusa Evoli, jak i dwujęzyczny kwartalnik Nowy formalizm. I cóż z tych marzeń? Alain przygląda się wszystkim i widzi to co Tomasz Gabiś określił za Ernstem Jüngerem jako: „Istnieją więzi tak delikatne, że raz rozerwane, nie mogą zostać odbudowane”; przygląda się ludziom, ich egzystencji, jakby przebierał szmaty w sklepie z odzieżą, odrzucając niepasujące tkaniny. Istotne jest to, że fabuła dzieje się pośród klasy średniej, a nawet wyższej, dlatego że unikamy tutaj zwyczajowego frazesu, wymierzonego w lumpenproletariat, „że niby sami tego chcieli” (uzależnienia).

Ernstfall

Jest tylko jeden problem filozoficzny prawdziwie poważny: samobójstwo. Orzec, czy życie jest, czy nie jest warte trudu, by je przeżyć, to odpowiedzieć na fundamentalne pytanie filozofii. Reszta – czy świat ma trzy wymiary, czy umysł ma dziewięć, czy dwanaście kategorii – przychodzi później. To są gry; wpierw trzeba odpowiedzieć. I jeśli jest prawdą, jak utrzymuje Nietzsche, że filozof musi świecić przykładem, aby być godnym szacunku, zrozumiała staje się ważność tej odpowiedzi, która poprzedza gest definitywny. Są to oczywistości, które czuje serce, ale które trzeba pogłębić, aby uczynić je jasnymi dla umysłu.

Albert Camusesej Absurd i samobójstwo.

Mam tendencje do holistycznego monumentalizmu (jednakże wziąłem sobie do serca słowa o „alibi” i urywam się w hemistych), szczególnie, że zapragnąłem pisać to w stylu własnego Listu do pozostałych Edwarda Stachury (stara sztuczka, aby pisać o czymś znanym, ale mówić o sobie), jedno i drugie samobójstwo jest samobójstwem towarzyskim, a nie wyalienowanym; wiersz ostatni (tu i tam sformułowane zostaje oskarżenie wobec siebie i otoczenia; napisy końcowe), oznajmia nie tyle wytłumaczenie siebie w oczach ludzi, lecz stanowi komentarz, być może nawet polityczny (wyjście na agorę jak u Hanny Arendt), jako że to „suweren” decyduje o „stanie wyjątkowym”, a w zatomizowanym społeczeństwie schmitiańskie Ernstfall (k r y z y s) zachodzi na poziomie osamotnionej jednostki, to tendencje samobójcze są owym stanem wyjątkowym, które mają odpowiedzieć na własny kryzys wiary w życie. Szczególnie, że ofiara z człowieka, z samego siebie, jest najwyższym dowodem „szczerości prawdy” (dziś to już nie jest pleonazm), skoro nic więcej nie jest możliwe poświęcić, tyle że słysząc, iż ktoś się zabił, nie czujemy trwogi dawnych wieków, wszelako dopuszczono się świętokradztwa, tylko wzruszamy ramionami; Słońce wschodzi u Azeteków. Samobójstwo okazuje się jedną z prawd, tym samym staje się samobójstwem osamotnionym.

Samobójstwo nie jest, niestety, impulsywnym rauszem niezrozumiałego szaleństwa, chorobą, lecz czymś co zostało przepracowane intelektualnie i przedsięwzięte, niby zamach stanu (w imię racji), tyle że na siebie (społeczeństwo już nie ma sensu), albowiem:

Ten, kto decyduje o stanie wyjątkowym, jest suwerenny.

Albert CamusCarl Schmitt

A jak wiemy ze Człowieka zbuntowanego Alberta Camus, bunt jest cechą ściśle zachodnią, zamanifestowaniem zyskania suwerenności.


  1. Film Błędny ognik jest adaptacją powieści Pierre’a Drieu la Rochelle o tym samym tytule, Le feu follet. Niestety książka nie została wydana w Polsce, ale znalazłem ją po angielsku i wciąż ją czytam. Niemniej czyta mi się ją „drewnianie” bowiem proza po angielsku brzmi zwykle tak samo, jak instrukcja do obsługi frytkownicy. Toteż nie odwoływałem się, skoro kinematografia jest i tak niezależnym medium. Samemu oglądam niewiele filmów, kilka rocznie. W każdym razie Alain Renoy wzorowany jest na rzeczywistej osobie Jacquesa Rigaut. Był on poetą który odebrał sobie życie w wieku 30 lat. ↩︎

  2. Podoba mi się, jak przedstawia Alaina swojemu towarzyszowi i obok „pijaczyna” wymawia „apolityczny” Samemu nie mam już poglądów politycznych, ale mam imponderabilia. ↩︎

  3. Jak ten tekst z piosenki Lecha Janerki, Jest jak w niebie: „Jest jak w niebie, pieniądze tracą sens (…)”. Mamy w kraju światowej klasy egzystencjalistów, tym lepszych, że doświadczonych totalitaryzmem. ↩︎