Kobierzyn. Zapis choroby.

Po czasie uważam, że zostawiłbym tylko pierwszy z nich, a resztę wywalił, lecz stanowi to pewien „zapis” tego co sie ze mną wtedy działo.

Skrzywdzone piękno przenika; ja, umajona bzem źrenica.
Potrzebuję znów słownika, jej skóra rautem Księżyca.
Noc niesie krzyk wzdłuż języka, brzask waginy rosi, dzicza.
Zachodzę, to nie bożnica – Ćśśś – dopiero mnie wycisza.
Warg, promienieje membrana, dziś jestem na bucha, macha.
Słów, łagr dla Mandelsztama; miłości, bez skłamania.
Żądza niczemu tożsama, gwiezdny pył nas tak przełamał.
Zaś wystajemy po bramach, trzęsie – ktoś się kimś umartwiał.

Kobierzyn, 08.01.2020.

O twoją szyję zawisnę, strykiem warg, taki jest kismet.
Sznurem zębów się odcisnę; liny, różnej od tej, nie mam.
Chyba że nie zdążę istnie; skrwawię chusteczkę tym pismem.
Kreśląc krzyże ścianie, schizmę, chujowemu życiu wistnę.

Kobierzyn 04.01.2020.

Moich słów się ździra nie ima, a snu też hydroksyzyna.
Zaś mnie samotność dożyna; chiaroscuro, myśl tak krzywa.
Patrzeć lampę, ścianę – kima, meandrują fale – Winamp.
Obłok spojrzenia zatrzyma, tinta pończochy ciotczyna,
zmierzcha purpurą, oczyma, obuchem ciszy mnie napina,
zmazą orgazmu blondyna, tej przestrzeń ekstazy spijam.
List do stimiarzy wykminiam, nim zatracę tlen, ja Aryman.
Przyzywam, się, Serafina, nie tuli mnie ketamina…

Kobierzyn, 03.01.2020.

Wzrok zaprzęgnięty w ciszę, delikatnieje zorzą,
Wietrzeje oddechem, grozą; życia, jaźni, śmierci – prośbą.
Uchu o brzasku szeptem zroszą, grona zębów ze mnie strząsną,
iż zajebałem się majką, no i dojebałem speedem;
królewnę skłuję wrzecionem, przestrachem istnienia jej zoe;
fraktale, mandale… śnione, świat w barwach Commodore;
odkręcają głowie korbę, temu sobie nic nie zrobię.

Kobierzyn, 16.01.2020.

Strzelam petami do wiary, one mają na palcach dziary.
Lepsze od ex-suki zarycz, nocą nad swym losem marnym.
Rozdupce skitrany słoik, po kablach będę szkłem łoić,
jak mefedron duszę koić, by wstąpić na Parnas, Olimp.
Chyba, że wyjdę jak beatnik; sztos na mecie odrealni,
nie będziemy marginalni, białej nocy wspólny hat trick.
I zaś być ćpunem w ciągu, i trzepać hajs z rulety,
by wystarczyło nam fety, o tym myślał Mao Zedongu!
Ujść wpław upławom obłędu, szczuć na cygańskich przybłędów.
Zapis sejsmografu nerwów; chcę cielesnego obrzędu.

Kobierzyn, 29 grudnia 2019.