τέχνη

„Digital dreams crossing over the sea, welcome to the deadlock of reality” - Skaven.

0%

Rosalie

Kiedy byłem dzieckiem matka często opowiadała mi o życiu, jak się powinno traktować kobietę. Coś czego nie miała, a jest to mnie wrodzone. Całe życie to smutek, cierpienie, z rzadka przerywane okresami szczęścia.

Siedzieliśmy z Różą kątem u znajomych, z cicha słuchając piosenek o miłości i rozstaniu, skoro ludzi najbardziej chwyta banał, rzeczy proste i oczywiste. Nie było innego ogrzewania, jak ciepło naszych ciał, a nie spaliśmy już drugą noc. Położyliśmy się obok siebie, na materacu przytarganym z ulicy. Nie miałem kobiety, żadnych wyobrażeń ciepła, ani wspomnień o jedwabiu skóry. Korzystałem z chwili – moment szeptanej bliskości. Objąłem, wsparłem głowę o przedramię i patrzyłem w oczy bowiem „należy siać ręką, a nie całym workiem”. Słuchałem.

- Nie chcę spać i chcę spać.
Mój oddech.
- Nie chcę do Krakowa i chcę do Krakowa.
Przełknąłem ślinę.
- Chcę żyć i nie chcę żyć.
Pocałowałem ją.

I nie przestałem, i ponowiłem, wsunąłem rękę między nogi, gładząc uda. Spostrzegłem jak źrenice gwałtownie się rozszerzają, ujęła mnie mocno dłońmi. Broniła się, ale przygryzłem jej wargę, przestała protestować. Rozsunęła się kotara teatru.

Przed lokalem „Don Chichote, czyli Bohaterowie są zmęczeni”, Kraków.