τέχνη

„Digital dreams crossing over the sea, welcome to the deadlock of reality” - Skaven.

0%

Pisarstwo Ernsta Jüngera

„Bywają epoki upadku, w których zaciera się forma stanowiąca najbardziej immanentny wzorzec życia. Wtrąceni w nie, zataczamy się na prawo i lewo, jak istoty pozbawione równowagi. Z tępych przyjemności wpadamy w tępy ból, a świadomość straty, ożywiająca nas ciągle, ponętniej rysuje przed nami przyszłość i przeszłość. Poruszamy się w minionych epokach lub odległych utopiach, podczas gdy teraźniejszość przemija”.

Ernst Jünger, „Na marmurowych skałach”.

Pisarstwo Ernsta Jüngera

Jakkolwiek się wypowiesz, a wartość owego skarbisz sobie u mnie, tymże grymasem niepokoju, to nie odnajduję, uprzednio zgonionych – zajechanych fartem ździrom, własnych siły, woli i charakteru. Nie spostrzegam muzyki, jaka stymulowałaby mnie, chyba że śmiech lafiryndy, kiedy w mordowni stawiam jej wtórą banię; pragnę by mi dawała, maszyna pieniądze w kasynie, a nie ona dupy tak, jak podrzuconego chłopca się puszcza, jego balonik, ale, właśnie, laudanum ku mnie - ciszę ogrodu, zapach buduaru…

„Dla ludzi ogarniętych chęcią wzbicia się czasem na skrzydłach upojenia ponad własne zahamowania, nie istnieje zasadnicza różnica między natarciem w walce, a uczuciem podniecenia w samym środku szampańskiej biesiady. Eskalacja życia, oszalały bieg krwi, nagłe wolty uczuć, eksplozje myśli w mózgu – oto forma bycia, która dochodzi tu do głosu” - Ernst Jünger, „Sturm”.

Kluczą skargą w kręgu, w cieniu kwiecia głogu, jabłoni, pozawerbalne palce dotyku, objęcia - Fartem dostałem dżissa, fartem wypuścili mnie nocą z radiowozu… Mieni się beżem bielizny, liryka czerpana z wąskiego pasa widnokręgu, spośród sierpniowych zachodów słońca. Dostrzeżonych gdzieś we wsi, na prowincji, kiedy samotnie tkwi się na balkonie, werandzie, wśród gospodarstwa, a nasz widok zakrywa rozpostarta grusza, zza której, niby nakrywszy się kołdrą, wszak czuje się grozę świata, tremę przed nim, wreszcie chęć marzycielstwa… Patrzy się jednym okiem i widzi, słyszy, gdzieś w dali ludzi, szczekanie psów, krzyki dzieci. Jak idą pary.

Nieustannie widzę, jak wystrzeliłaś, niby z procy - idziesz, niemalże biegniesz, uciekasz przed nim i to auto pędzi… Zamykam oczy, odwracam się i zaciskam zęby, bo liczę na farta. Ruleta! Kurwa. Nie myślę nic, po prostu… chowam się w sobie bowiem jesteś zbyt daleko. Mój wzrok bez palnika, to nie od fety palą mi się styki! Nawet nie ma sensu krzyczeć; może był sens, ale ja go nie dojrzałem. Ciążyło mi wtedy przeświadczenie, że nie będziesz mnie słuchać, iż słuchasz jego w tamtym momencie… Cieszę się, że nic ci się nie stało i wiem, że wtedy też moja karma powróciła, stąd żyjesz. Ile mi jej pozostało?

I uwalony lufą siedzę naprzeciw kobiety; jeszcze niedawno nie czułem emocji, jakże wypalonych amfetaminą. I nazywam ją siostrą, co stanowi wyjaskrawiony eufemizm; nie ma, że nie wyszło, iż nie było, a on się wkurza – powinienem był się zabić. Wolałby. Owe stanowi dynamikę napięcia erotycznego pomiędzy kobietą a mężczyzną. Wciąż pamiętam, jak usiedliśmy obok siebie i dotknęliśmy się udami. Poczułem mrowienie, zaparzyłem jej herbatę, kiedy powróciliśmy ze schadzki, skrytej na widoku, gdzie milczeliśmy, odnajdując spokój… Uroda Marii przywodzi na myśl elegancję kawiarni na Zabłociu. Pisząc Jüngerem - „dobywało się iły z dna”.

Styl Jüngera to częste nie nazywanie rzeczy wprost, ale opisanie ich tak, aby było wiadomo w lot o co chodzi. Jakby imiona i nazwy współczesnych przywódców i instytucji nie były dość wzniosłe, a lepiej jest się posłużyć zjawiskiem które oddaje ducha tematu, ducha którego obecność możemy prześledzić w epokach następujących po sobie. Nie czuje tego wobec starożytnych królów, person mitycznych, postaci ze sztuki, których figury mają charakter cywilizacyjny, planetarny, wszakże ich imiona częstokroć stają się naukowymi terminami w psychoanalizie, topografią służącą do sprawnego poruszania się w kartografii psyche. Dzieje się tak bowiem dla człowieka intelektualnego antyk i średniowiecze to nie nic nie mówiące nazwy, a obrazy i rzeźby to nie tylko kształty i barwy. Ciekawe tutaj jest przywołanie cytatu z pamiętników Mussoliniego w „Węźle gordyjskim”, jako wyjątku. Jünger rozważa dyktaturę i wolnościowe instytucje, a wypis z memuarów Duce zawiera przeciwstawienie sobie „włoskości” i „rzymskości”, nadto pointę, iż wyjątkiem jest długotrwałość „dyktatury bolszewizmu nad proletariatem”. Jünger punktuje go stwierdzeniem, że nie jest to wyjątek, ale wynika to z tradycji rosyjskiej. Rzym jest tutaj oznaką zdrowia, gdzie nie do pomyślenia było, że dyktatura może trwać dziesięciolecia i powinna być czymś w rodzaju interwencji chirurga.