Trikolos

Skrzą się już, skrzypią, kry, co spływają Jenisejem.
Brudem, juchą, różem, wskroś nieba tak anieleje.
Niegłuchoniemej ty – Święty Michale Archaniele!
Raduj się ich chórem! Śpiewają Agni Parthene.

Bez huku przełomów, ledwie trzask beznamiętnych łbów.
Krach przypomnianych ciał, tępy kleks pinakoteki.
I kąp Persefono, odtajałym nurtem rzeki.
Żer mdłych glizd wgłąb trucheł, krwią carskich cór krzepią plon niw.

W ich oczy się śmiałem, tych topiel nie inna Słowu.
Niby grałem pozą, gdy niemo tkwiłem doń przodem.
Niebo plótł zmrok morzem, uderzył płacz glissandem pływu.
Wtem krzyknąłem jej imię – Żyję! – rozległo tyfonem.

Żyję. Gdzieś… Na stepie? Tam! Za Andami! Po cholerę,
żyć cnotą szaraków. Chcę być Życiem Nicadori.

03.01.2019

„Im bardziej cynicznie, po spartańsku, w duchu pruskim czy bolszewickim będziemy wieść nasze życie, tym stanie się ono lepsze” - Ernst Jünger, „Robotnik”.

Wychodziłem wystrzelony ckliwie, płacząc księżycowi tę kasydę.
I pozostaje leitmotivem, na obrzeżach wzroku multum dziweł.
Pałace Myken dasz bona fide, uśmiech też był tak fałszywy speedem?
Rymów spleść Dywan nie jest aktywem, aby stać się dla ciebie jakimś Cydem.

Wbijam na kwadrat niby Ravachol, zdajesz się być w guście Sophie Scholl.
Typy jak do fury już się łaszą, niemo podcinam linki ich czaszom!
Nie jest fair ta gra w baseball, setny raz patrzysz na swym tel misscall.
Pociąg odjechał. Nie ma nas. Paszoł! Tyle że ja słyszę tony d-moll.

Oszalałe szkliwo oczu połyskuje, jakby Szaweł zawrócił się snuję.
Przerażone wzajem coś iteruję, ale jakiś typ po białe zaś smsuje.
Odkąd furam wszyscy mnie tu znają, skoro piszę na mnie się poznają.
Mnie jak byle chuja się nie ucicha. Wal na blichach – obraz Fra Angelica!

Mijam pały, Craxę, jakieś szprychy, ja samotny – nikt na mnie nie dyszy.
Szukam suki za dwa zero zero, w Theatrum Mundi zagrałem kameo.

18.10.2019

Nowa Huta, Osiedle Centrum D.

Wyjść, jak u Rilkego, tak bez wysiłku, klęcia.
Tam umajone dżdżem błonia, napiera upór życia –
Syzyfa wzbudzony żal, tumanami kwiecia.
Zdradził się nam, li grymasem, toć skrycie kipiał!
Somą kobiet Koryntu, wszakże spojrzał żęcia.
Dziewcząt, ich przestrzeń sypialń, wieszczą tam jak Pytia.
Szelest mowy ich piersi, rautem in absentia.

Toteż wrę doń Krakowem, żem mówił zbyt – Zechciej!
Kąsać mięso, chleb, ów zew – nagli krew, tak swawol.
Jakby zdjąć krzyż ze ściany, troską ust muśnięcie.
Boś mnie szła wskroś niesiona – farą, kawalkadą.
Suknią, iż pąkiem kwitła, asfodelą! Śmiejcież!
Grzebać jad trumien czasu, przemijania! Darząc!
Ogrodami serajów, moją starość – choćby zdjęciem!

Uli Sikorze i Kamilowi Klofczyńskiemu, 24 grudnia 2018.

Zakrzówek