τέχνη

„Digital dreams crossing over the sea, welcome to the deadlock of reality” - Skaven.

0%

Thérèse

Jakie piękne chmury strzępią się i kłębią, sobotnim zmierzchem i różane niebo nad widnokręgiem, wzrok mój wabią ku zachodowi. Nic, tylko za rękę iść pod lasem, z milczącym chłopakiem, byle udać się na wzgórze i rozsiąść się, w objęciu, coby leniwie wejrzeć w buczyny mieniące się już barwami wiosny, przeplatane sosnowymi borami, po chwili zaś zerknąć na horyzont, odstąpić i przebiec źrenicami po zaroście i spracowanej mną, życiem, dłoni. Skończyć na spojrzeniu, aby znów dać się pochłonąć Słońcu Niezwyciężonemu i patrzeć, bez lęku, jak Sköll gwiazdę dogania, łapami przebiera, wreszcie nad nią góruje, a choćby ją noc całą dzierżył, to wnet, o brzasku, sparzy się bowiem majestat Saule wtenczas promienieje, a myśmy, wszyscy, tak o nią zazdrośni.

Zaś w dzień stanąć przed nim i mówić doń teatralnymi gestami aktorki scenicznej, grymasami pieśniarki, co nie stoi i mówi, lecz żyje własnymi utworami i rusza się, i skacze, i pląsa, by uwodzić choreografią zadartego nosa, niebieskich oczu.

I czekam na niego, który chce wierzyć, że gdzieś tam na prowincji czy w ciemnym pomieszczeniu tkwi ludzka istota – twórcza, niewinna, skrzywdzona. Którą wyzwoli, a ta go pokocha, przełamując wzajemną samotność. Tak, aż stamtąd gdzie tkwi źródło wiary w Emily Brontë, podobne do marzenia o niebieskim kwiecie romantyków, Novalisa.

I wejdzie tu, jak wtedy, gdy był zmęczony podróżą, życiem, i spoczął głową na moich kolanach. Zupełnie nie patrząc gładził mnie po kostkach, łydce, coraz wyżej. Jakby mówił wpierw wstępem, aby móc zacząć snuć opowieść o tym co się w nim zdarzyło, aby dowieść swoich racji, coby żywiołowo wstać zaprzeczając sobie i znów położyć się, zamarłym epilogiem, że już będzie dobrze. Klnąc się wyjałowionym wzrokiem, bez ułudy radości, iluzji próśb alkoholika, iż nie zmieniło się dużo w naszym postrzeganiu miłości. Wciąż jest to opętanie demonem, a nie budowanie partnerskiego związku, gdzie nie ma żadnych zobowiązań i po prostu można przerwać, gdy relacje przyjmą toksyczny charakter. A jedynym co budzi emocje podobne dawnej miłości, tej z doby romantyzmu, nie jest, jeszcze, skrajna ideologia, wszakże nie zdaje mu się, żeby mężczyzna mógł kochać tylko dziecko albo przywódcę, a nie kobietę. Mimo że byłam i nadal pozostaję istotna dla jego jaźni, zmysłu estetycznego, nigdy nie byłam powodem obsesji, nie czuł potrzeby zakładania strony internetowej i prowadzenia dyskusji, kolekcjonowania każdego strzępku prasy, mnie, i bibliografii bibelotów poświęconych mojemu zagadnieniu. Był to zawsze stosunek osobisty, intymny w swoich pragnieniach.

Choć wiem, że mógłby do mnie napisać, zadzwonić, to nic się nie dzieje, tylko słońce wschodzi i zachodzi. Niekiedy deszcz popada bądź zawieje wiatr, a on nieustanie leży, z uwielbieniem zerka na ścianę, popatruję na głóg za wąskim oknem, niekiedy też spojrzy na leszczynę za nim, obłok nieba obok. Mijają tak lata stacjonarnego nieróbstwa, kiedy nic go nie interesuje, nie podnieca, nie popędza ku życiu, jakby Persefona nie powróciła z Hadesu. Zmitręży młodość, wspomnień będzie miał niewiele, skoro noce i dnie wyglądają jednako, wszystko zlewa się w tożsamą nudzie plamę… Moje burze flamenco i rozhuśtane brzozy, jego epilepsja widnokręgu, kiedy się zbudzi? Czemu śnię o sobie, w sennym paraliżu i zjadających mnie myszach, o czarnym pająku co je przegna?

Dlatego kobietę traktuje się jak gówno, to najlepszy sprawdzian oddania.

Jura