Marta

Najgorsze w człowieku są regresje,
to jak się topi, tyle że oddycha;
kruszy się z niego, chyli do snifa.
I cień, przy oczach, wrzosem bzu rozetrze.

I w dzień się wszyscy na ciebie gapią,
ulicą, choć naciągasz kołnierz, okulary.
Zaś nocą się snujesz, jakby ci tkały –
Krepę! – daleka Itaka, przemija blado.

Żyjemy zbyt długo, przybyło lato,
przycinam róże, godnie dojrzewają –
Marcie, wobec tego. Będzie burzeć,

niebo; śmierć w wodzie. Kielich tak larom,
wykwita łodyga; czas się chce wtórzyć,
aby puściła wianek, w Boże Ciało.

28.03.2021