Wtóry sonet dla Marthe

Żeby patrzeć parę godzin wskroś Ciebie,
jak włosy jaśnieją ogniem lichtarzy,
gdy jęk dławi knot, czas się tak rozłazi;
my na Plantach — Kiedy co? — żadne nie wie.

— Jaki miałem głos? — Był zdecydowany,
ponad miarę, jakbym brał się z książki;
spod palca farba siąpi, wzrok mój modry.
Mnie na wargach biją antyslogany,

pośmiertnego życia poety — rojenia.
Zasnąłem zaś z palącym się petem,
gdy ten koc nade mną, niby żeremia;

całopalenie dziełem tych roznieceń,
abym więcej jak dotąd, wreszcie Cię oniemiał.
Mlekiem rozleję się po niebie — dżetem!

Marcie
Klucze, 29.04.2021.